Szukając biografii pisarza trafiłam na książkę Haliny
Suwała pod tytułem Emil Zola (a prawdę mówiąc to jakiś czas temu wskazał
mi ją Zacofany w lekturze).
Na początku jedna uwaga książka Emil Zola nie jest typową biografią,
nazwałabym ją raczej książką o twórczości i poglądach pisarza.
Wydana w 1968 roku pozycja jest bogatym źródłem informacji na temat kształtowania się Zoli, jako pisarza (lektur i literackich fascynacji z lat młodzieńczych), jego doświadczeń dziennikarskich, na temat pisanych powieści (pomysłów, zamierzeń, oddźwięku, jaki wywoływały), przyjaźni artystycznych, no i chyba przede wszystkim poglądów autora cyklu Rougnon - Macquartów oraz trylogii Trzy miasta. Sam Zola, jako człowiek zaledwie przemyka się przez karty książki; urodził się, uczył, mieszkał na Prowansji, pochłaniał książki, pracował, jako dziennikarz, ożenił, prowadził dwa domy (drugi z matką jego dwójki dzieci). A wszystko to autorka zaledwie wspomina gdzieś pomiędzy wierszami; jednym zdaniem, bo jak pisze przy okazji wzmianki o romansie z Jeanne Rozerot „w życiu prywatnym człowieka, nawet wielkiego, są sprawy, o których mówić mają prawo jedynie najbliżsi”.
Książka jest kopalnią wiedzy o autorze Nany i Germinal (dzieła chyba najbardziej znane w powszechnej świadomości). Autorka nie snuje domysłów, nie pozwala sobie na żadne niedopowiedzenia, jeśli nie dysponuje wiedzą na jakiś temat to pomija go milczeniem, powstrzymuje się od ocen, a jeśli już wypowiada swoje opinie na temat którejś z książek to są one bardzo wyważone. Pani Suwała oddaje głos samemu Zoli, jego przyjaciołom i oponentom, z rzadka też jego dziełom. Na stronach książki aż gęsto od cytatów; z bogatej korespondencji pisarza, wypowiedzi o pisarzu, artykułów prasowych, przedmów do książek oraz fragmentów samych książek.
W najbardziej osobistej z jego książek tj. w Dziele (powieści o sztuce), w której pomiędzy jej trzech bohaterów rozdzielił własną osobowość pisze Zola o swoim stosunku do aktu tworzenia;
Praca zabrała mi całe życie. Powoli ukradła mi matkę, żonę, wszystko co kocham [..] Kiedy byłem w nędzy marzyłem o wypoczynku na wsi, o dalekich podróżach, dzisiaj gdy mógłbym spełnić te marzenia, zaczęte dzieło trzyma mnie na uwięzi.[… ]Są podobno tacy, dla których tworzenie jest przyjemnością […] Są pełni podziwu i zachwytu dla samych siebie, wszystko, co napiszą, jest niezwykłe, wytworne, nieporównywalne.. Ja rodzę z pomocą kleszczy i dziecko wydaje mi się zawsze ohydne. Czyż podobna do tego stopnia być wolnym od wątpliwości, żeby wierzyć w siebie[..]
Przy każdym nowym dziele przeżywam ogromne wzruszenie debiutanta, serce mi bije, niepokój wysusza usta, słowem straszliwa trema. […] Radością nie jest osiągnięcie szczytu, ale zdobywanie go, rozkosze wspinaczki. […]Przed nami nadzieja, marzenia, bezgraniczne iluzje.[…] A potem skończone, szczyt zdobyty, należy tylko utrzymać się na nim. I wtedy zaczyna się udręka.
Wydana w 1968 roku pozycja jest bogatym źródłem informacji na temat kształtowania się Zoli, jako pisarza (lektur i literackich fascynacji z lat młodzieńczych), jego doświadczeń dziennikarskich, na temat pisanych powieści (pomysłów, zamierzeń, oddźwięku, jaki wywoływały), przyjaźni artystycznych, no i chyba przede wszystkim poglądów autora cyklu Rougnon - Macquartów oraz trylogii Trzy miasta. Sam Zola, jako człowiek zaledwie przemyka się przez karty książki; urodził się, uczył, mieszkał na Prowansji, pochłaniał książki, pracował, jako dziennikarz, ożenił, prowadził dwa domy (drugi z matką jego dwójki dzieci). A wszystko to autorka zaledwie wspomina gdzieś pomiędzy wierszami; jednym zdaniem, bo jak pisze przy okazji wzmianki o romansie z Jeanne Rozerot „w życiu prywatnym człowieka, nawet wielkiego, są sprawy, o których mówić mają prawo jedynie najbliżsi”.
Książka jest kopalnią wiedzy o autorze Nany i Germinal (dzieła chyba najbardziej znane w powszechnej świadomości). Autorka nie snuje domysłów, nie pozwala sobie na żadne niedopowiedzenia, jeśli nie dysponuje wiedzą na jakiś temat to pomija go milczeniem, powstrzymuje się od ocen, a jeśli już wypowiada swoje opinie na temat którejś z książek to są one bardzo wyważone. Pani Suwała oddaje głos samemu Zoli, jego przyjaciołom i oponentom, z rzadka też jego dziełom. Na stronach książki aż gęsto od cytatów; z bogatej korespondencji pisarza, wypowiedzi o pisarzu, artykułów prasowych, przedmów do książek oraz fragmentów samych książek.
W najbardziej osobistej z jego książek tj. w Dziele (powieści o sztuce), w której pomiędzy jej trzech bohaterów rozdzielił własną osobowość pisze Zola o swoim stosunku do aktu tworzenia;
Praca zabrała mi całe życie. Powoli ukradła mi matkę, żonę, wszystko co kocham [..] Kiedy byłem w nędzy marzyłem o wypoczynku na wsi, o dalekich podróżach, dzisiaj gdy mógłbym spełnić te marzenia, zaczęte dzieło trzyma mnie na uwięzi.[… ]Są podobno tacy, dla których tworzenie jest przyjemnością […] Są pełni podziwu i zachwytu dla samych siebie, wszystko, co napiszą, jest niezwykłe, wytworne, nieporównywalne.. Ja rodzę z pomocą kleszczy i dziecko wydaje mi się zawsze ohydne. Czyż podobna do tego stopnia być wolnym od wątpliwości, żeby wierzyć w siebie[..]
Przy każdym nowym dziele przeżywam ogromne wzruszenie debiutanta, serce mi bije, niepokój wysusza usta, słowem straszliwa trema. […] Radością nie jest osiągnięcie szczytu, ale zdobywanie go, rozkosze wspinaczki. […]Przed nami nadzieja, marzenia, bezgraniczne iluzje.[…] A potem skończone, szczyt zdobyty, należy tylko utrzymać się na nim. I wtedy zaczyna się udręka.
Ci zresztą, którzy najbardziej krytykowali powieści Zoli byli jego pierwszymi mistrzami.
Przez trzy miesiące przymusowych wakacji [podczas cholery w 1854 r.] pochłonąłem całą bibliotekę publiczną; babka odważna kobieta, przynosiła mi z miasta książki paczkami po kilkanaście tomów naraz. Połknąłem wtedy wszystkich wielkich bajarzy, Dumasa, Eugeniusza Suego, Fevala, Eliasza Bertheta, Gonzalesa.
[..]przedmiotem naszej miłości byli wtedy przede wszystkim poeci […]Przez rok panował nad nami niczym absolutny monarcha Wiktor Hugo. Podbił nas swoimi tezami olbrzyma, porwał swoją potężną retoryką.[…]Umieliśmy na pamięć całe poematy i wracając o zmierzchu do domu dostosowywaliśmy krok do rytmu jego poezji, dźwięcznej, jak głos trąby. Jednak jakiś czas później na firmamencie Zoli jaśnieją już inne gwiazdy.
Czy czytałeś już całego Balzaka? (pytał w 1867 r. przyjaciela) Co za człowiek! Czytam go w tej chwili na nowo. Przytłacza sobą całe stulecie. Przy nim bledną dla mnie Wiktor Hugo i inni.
Nowy nurt powieści zwany realistyczną, czy później naturalistyczną nie znajduje akceptacji u Wiktora Hugo, który np. o książce W matni wyraził się słowami:
To zła książka. [..]Są obrazy, których nie wolno pokazywać. I niechaj nie mówią mi, że to wszystko prawda, że tak właśnie się dzieje. Wiem o tym, sam zstąpiłem do otchłani tych wszystkich nieszczęść, ale nie chcę, aby wystawiano je na widowisko [..] Ja rozpatrywałem je jako moralista, lekarz, ale nie chcę, aby ktokolwiek wchodził w nie jako obojętny lub ciekawy widz; nikt nie ma do tego prawa.
Zolę fascynuje twórczość nie tylko Balzaka, ale też Flauberta.
Ten ostatni o Podboju miasta Plassans, jednego z pierwszych utworów Zoli pisał;
Przeczytałem Podbój miasta Plassans jednym haustem, tak jak się wypija szklankę dobrego wina [..] Co za wspaniały typ ten Mouret, ze swoją ciekawością, skąpstwem, rezygnacją i płaskością! Ksiądz Faujas jest groźny i wielki, prawdziwy spowiednik! Jak doskonale włada kobietą, jak zręcznie opanowuje tę tutaj, biorąc ją najpierw miłosierdziem, a potem brutalizując! Co do niej, Marty, nie potrafię nawet Panu wyrazić jak bardzo wydaje mi się udaną, z jaką sztuką pokazany jest rozwój jej charakteru, a raczej choroby! Rozkład małżeństwa doskonały! Ale wszystko zaćmiewa koniec, który jest ukoronowaniem dzieła. Nie znam nic bardziej wstrząsającego niż to rozwiązanie.I tak dalej. Opinia pełna pochwał i wykrzykników.
Gdybym miała w paru słowach scharakteryzować Zolę po lekturze książki pani Suwały napisałabym; to pisarz impresjonista, który maluje piórem otaczającą go rzeczywistość; rzadko piękną, ale zawsze prawdziwą, albo taką, jaka jemu wydaje się być prawdziwą. Jego powieści nie napawają optymizmem, pełno w nich nędzy, brudu, ohydy, a jednak niosą one nadzieję. Tą nadzieją jest wiara w naukę, postęp, rozum, miłość. Zola to także ten, który zawsze staje po stronie zwyciężonych, na początku swej drogi, kiedy ledwie wiąże koniec z końcem i wtedy, kiedy zyskał już uznanie i sławę. Zawsze, bez względu na koszty.
Bibliografia zawiera zestawienie wszystkich jego dzieł; zarówno tych opublikowanych, jak i materiałów rękopiśmiennych, a także wykaz publikacji na temat dzieł i życia Zoli (imponująca lista, wśród której nie ma ani jednej wydanej w Polsce, aczkolwiek znajduje się tu przetłumaczona na j.polski książka Bonjour Monsieur Zola A. Lanoux). Dodatkową zaletą książki jest duża ilość fotografii, rycin, ilustracji do powieści i karykatur pisarza.
Chcąc streścić choćby w malutkiej części opracowanie musiałabym dokonywać wpisu w kilkunastu częściach. Postanowiłam więc wykorzystywać lekturę podczas recenzji kolejnych dzieł pisarza. Książki nie da się przeczytać szybko, bowiem bogactwo treści wymusza zatrzymanie i refleksję. Jest to książka z rodzaju tych, do których się wraca, a już na pewno przeczytawszy kolejną powieść Emila Zoli.
Przez pierwszych kilkanaście stron było mi ciężko przebrnąć z powodu naukowego języka opracowania, ale później poszło gładko. Może jedynie, jako wielbicielce emocjonalnego sposobu pisania zabrakło mi tego żaru w pisaniu o człowieku, którego życie i twórczość autorka poznała, jako mało kto. Pani Suwała jest romanistką, wybitnym znawcą literatury francuskiej i tłumaczem licznych dzieł Emila Zoli. No, ale skoro to opracowanie naukowe, a nie beletrystyka trudno od autorki wymagać egzaltacji w pisaniu.
Książka jest rzeczowa, poparta źródłami, nieoceniona z powodu publikowanych wypowiedzi samego pisarza. To bardzo wartościowa pozycja i lektura obowiązkowa dla wielbicieli twórczości Zoli. Tyle, że pasjonującą bym jej nie nazwała.
Moja ocena 4+/6 (w tym za bogactwo treści, dokumentacja, rzetelność 6/6, natomiast za przekaz obrazu pisarza i człowieka 3+/6)